Powoli szłam z moją małą czerwoną walizką w stronę wejścia lotniska, w myślach sobie powtarzałam "to dzisiaj!"
Dzisiaj przeprowadzałam się do Londynu z mojego małego rodzinnego gniazdka w Irlandii, moja ciocia długo płakała że wyjeżdżam, ale jakoś sie oswoiła z tą myślą że jej mała "księrzniczka" wyjeżdża, a swoją drogą, to "księrzniczka" to wogule nie podobne do mnie określenie! Sophie wogule nie była zadowolona z mojej wyprowadzki ale powiedziałam jej "jak twoja mama się zgodzi, a ty będziesz chciała, to w każdej chwili możesz wprowadzić się do Londynu, do mnie. i tak mam dużo mjejsca w tym domu! została mi godzina do samolotu, więc poszłam kupić sobie w starbucksie, który znajdował się na lotnisku "white Chocolate frappè", kiedy szłam już z moją torbą w stronę "Check in" moją uwagę przykuła książka na wystawie gwiazd naszych wina szybko przeczytałam tył książki i nie mogłam jej nie kupić. Po zapłaceniu pognałam szybko do check in i po pół godziny siedziałam już na mojim mjejscu w samolocie, pogrążona w pięknej historii miłosnej dziewczyny która chorowała na raka, oraz chłopaka którego poznała na kółku pomocy dla dzieci raka takie coś jak a-team odrazu przypomniała mi się piosenka eda sheerana, który był moim wielkim idolem! Wrzuciłam książkę do plecaka i wyciągnęłam mojego i phona ze słuchawkami puszczając album eda sheeran.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz